Dbaj o serce

Uprawiasz sport – zbadaj się!

Nagła przyczyna zgonów u osób uprawiających sport ma swoje źródło w niezdiagnozowanych chorobach sercowo-naczyniowych. Nim zaczniemy trenować, warto się wcześniej zbadać.

Panie Profesorze, jak ważna jest kontrola kardiologiczna organizmu osoby aktywnej, zarówno zawodowego sportowca, jak i pasjonata sportu?

Na początku należy wyraźnie podkreślić, że regularny wysiłek fizyczny ewidentnie obniża ryzyko chorób kardiologicznych. Z wielu badań wynika, że codzienna aktywność fizyczna zmniejsza ryzyko choroby wieńcowej aż o 50%. Wyliczono także, że taka aktywność wydłuża życie średnio o 7 lat. Warto doprecyzować, że mówimy tu o wysiłku fizycznym wykonywanym codziennie (najlepiej) lub co najmniej 5x w tygodniu. Jaki to ma być wysiłek – otóż wystarczy ok.150 min. wysiłku umiarkowanego lub 75 min. wysiłku intensywnego w tygodniu, czyli 20-30 min. dziennie. Wysiłek umiarkowany to taki, przy którym lekko się spocimy, ale możemy rozmawiać, nie mamy poczucia dyskomfortu, przyspiesza się nam tętno. Na przykład, gdy wchodzimy pod górę w dolince i rozmawiamy, lekko się pocimy, mamy delikatną zadyszkę. Wysiłek intensywny to wysiłek, przy którym nie da się rozmawiać, tętno przyśpiesza bardziej, pocimy się mocniej, czujemy dyskomfort, zaczynamy się męczyć. Powtórzmy, że najkorzystniejsza aktywność fizyczna to aktywność codzienna. Wiemy, że osoby pracujące w „korporacjach” często nie mogą, nie potrafią znaleźć czasu na codzienną aktywność, ale chcą i są aktywne! Wymyślono dla nich określenie „weekendowi wojownicy” – bardzo intensywnie aktywni w dni wolne od pracy i co… okazało się, że wpływ pozytywny na serce jest podobny jak przy tych, którzy ruszają się mniej intensywnie codziennie. Jest to dla nas pewna nowość, do tej pory nie namawialiśmy do takiego wysiłku, ale ponieważ każdy wysiłek jest lepszy niż żaden; to jeśli ktoś chce ćwiczyć w ciągu weekendu, to jest to też aktywność pozytywna.

Kontrola kardiologiczna osoby uprawiającej sport jest bardzo istotna. Należy przede wszystkim mieć na uwadze osoby, które zdecydowały się i bardzo dobrze, zmienić dynamicznie i mądrze tryb życia, wcześniej palili papierosy, nie dbali o poziom cholesterolu, nie badali się i nie wiedzieli o ewentualnych zmianach w naczyniach wieńcowych. Takie osoby zaczynając nagle intensywnie się ruszać, uprawiać sport mogą narazić się na poważne epizody sercowe, które mogą zakończyć się zgonem. Mógłbym tu przypomnieć o pojedynczych, ale dramatycznych przykładach, młodego człowieka, który po dobiegnięciu do mety nagle umiera, czy amatorach intensywnego kolarstwa, u których doszło do zatrzymania czynności serca w trakcie ekstremalnego dla nich wysiłku, a byli przekonani, że są w dobrej formie. W przypadku tych dynamicznych rowerzystów były to osoby, które postanowiły zacząć się ruszać, ale przedtem nie zrobiły sobie żadnych badań. Nie miały świadomości, że niesportowy tryb życia mógł doprowadzić wcześniej do zmian miażdżycowych, które przy normalnym funkcjonowaniu nie muszą dawać żadnych dolegliwości. Czyli to były osoby, które doszły do wniosku, że zmieniają tryb życia, zaczynają się ruszać, ale przedtem nie zrobiły sobie żadnych badań.

Do tego przy zawodach dochodzi jeszcze jeden element, jakim jest współzawodnictwo. Ludzie biegają swoim tempem po parku, po lesie. W momencie, gdy dochodzi do współzawodnictwa pojawia się element stresu. Przestają biec swoim tempem, starają się dotrzymać kroku jakiejś grupie. Ich organizm nie daje rady, ale biegną dalej i wtedy pojawia się obciążenie, które zaczyna zagrażać sercu.

Trzeba jasno zaznaczyć, że wysiłek fizyczny nie powinien uszkodzić zdrowego serca u osoby dorosłej, dlatego, że zwykle ta osoba kończy wysiłek z powodu zmęczenia zanim mięsień sercowy ulegnie wyczerpaniu. Natomiast czym innym jest serce uszkodzone na przykład toksycznie – infekcja wirusowa, bakteryjna, grypa, których negatywny wpływ utrzymuje się po ustąpieniu objawów choroby. Nie powinno być tak, że człowiek z infekcja wirusową, grypą do poniedziałku, w środę już biega po parku. Ten czas odpoczynku od istotnej aktywności fizycznej powinien być dłuższy. Mówiąc o kontroli kardiologicznej mam na myśli te bardzo aktywne osoby.

Zostaje jeszcze druga bardzo duża grupa potencjalnie zagrożonych osób. Są to najczęściej bardzo młodzi ludzie, nastolatkowie czy młodzi dorośli, którzy nie mają świadomości, że sport czy zwiększony wysiłek fizyczny może wpływać na nierozpoznaną u nich zmiany w budowie czy funkcji mięśnia serca. Nie wiedzą, że mają np. istotny uwarunkowany genetycznie przerost mięśnia sercowego, a dziś już wiemy, że najczęstszą przyczyną nagłego zgonu związanego z aktywnością fizyczną jest nierozpoznana „kardiomiopatia przerostowa”, czyli nieodpowiednio gruby mięsień, który jest gorzej zaopatrywany w krew i o tym „właściciel” tego mięśnia zupełnie nie wie.

Tymczasem wystarczy zrobić proste badanie jakim jest echo serca i rozpoznać zagrożenie. Powiem więcej, jeżeli mówimy o badaniach to echo serca pozwala łatwo rozpoznać zmiany w sercu, które mogą stwarzać potencjalne zagrożenie.

Życie ludzkie jest bezcenne, tym bardziej jeśli mówimy o śmierci osoby młodej, aktywnej, sportowca i argumenty ekonomiczne, że trzeba zrobić wiele badań by wykryć chorobę u jednej osoby są dla mnie nie do przyjęcia. Zawsze pojawia się pytanie, czy to musiało się zdarzyć. Sam namawiam do prostego algorytmu – najpierw trzeba zebrać wywiad czy w rodzinie zdarzyły się nagłe zgony, omdlenia. Jeżeli tak, to należy wziąć pod uwagę „ukryte” uwarunkowane genetycznie zaburzenia, choroby, które przy istotnej aktywności fizycznej mogą stworzyć zagrożenie zdrowia czy życia. Następnie wystarczą proste badania, jak echo serca i test wysiłkowy. Oczywiście zawsze rodzi się pytanie, czy jesteśmy w stanie zadbać o te 10 tysięcy osób, które biorą udział w maratonie. My nie, ale oni sami tak. Możemy im pomóc propagując wagę świadomości na temat potrzeby kontroli własnego organizmu. Pamiętam taki bardzo spektakularny przykład kobiety, która zaniepokojona większą aktywnością swojego 14-letniego syna, zaprowadziła go do kardiologa i okazało się, że ma on zaburzenia rytmu, które są niebezpieczne podczas wysiłku fizycznego. Miał zrobioną diagnostykę, później ablację (zlikwidowano ognisko arytmii w sercu) i dzisiaj nastolatek spokojnie uprawia sport. Kardiologia daje dziś ogromne możliwości, z których należałoby korzystać.

Prawdą jest, że współcześnie coraz trudniej jest odróżnić sportowca od bardzo aktywnego pasjonata, amatora. Ludzie wstający codziennie rano, aby biegać, jeździć na rowerze to nie są już tacy klasyczni amatorzy, jacy wstali z kanapy i poszli na spacer. To są osoby na granicy sportu wyczynowego; należy traktować ich bardzo poważnie. Zachęcać pasjonatów sportu do rozsądnej kontroli kardiologicznej, która może wyłączyć wiele chorób.

Czym jest kardiologia sportowa?

Jest to bardzo ważny temat. Dobrze, gdy lekarz zajmujący się tą tematyką jest równocześnie pasjonatem sportu. Kto inny zrozumie duszę sportowca, jak nie on sam? Potrzeba tu przede wszystkim odpowiedniej wyobraźni. Normalny człowiek ma przykładowe tętno w spoczynku w granicach 60-90/min, sportowiec wyczynowy ma w granicach 40/min. Konsultowałem kiedyś olimpijczyka, któremu chciano wszczepić stymulator, ponieważ w nocy miał zaburzenia przewodzenia impulsów elektrycznych w sercu, tzw. blok przedsionkowo-komorowy IIIst. U każdego normalnego pacjenta, nieuprawiającego wyczynowo sportu ten stymulator powinien być wszczepiony. Natomiast w przypadku serca sportowca występuje szereg zmian fizjologicznych, które są na granicy patologii. Mięsień sercowy sportowca jest często wyraźnie grubszy „przerośnięty”. Musimy odróżnić czy to przerost fizjologiczny, czy np. ustępuje po zaprzestaniu treningów, czy jest to już choroba. Czyli większa wiedza lekarza zajmującego się pacjentami sportowcami jest potrzebna. Nie powinniśmy przykładać tej samej miary, jak do „normalnego” człowieka. Serce sportowca różni się w budowie i czynności fizjologii od serca osoby nieuprawiającej sportu. W tym w zasadzie tkwi istota kardiologii sportowej.

Czy z Pana zawodowego doświadczenia Polacy wiedzą jak bezpiecznie uprawiać sport?

Jest coraz lepiej. Dysponujemy wieloma pożytecznymi narzędziami, takimi jak rejestratory, kontrolery rytmu, gdzie można kontrolować np. częstość rytmu serca w trakcie wysiłku, plan treningu itd. Do tego dochodzą lepsze bardziej fizjologiczne stroje, zapewniające odpowiednia temperaturę wentylację, coraz wygodniejsze obuwie. Natomiast nadal brakuje świadomości, że mimo dobrego samopoczucia należy się badać. Dla przykładu 10 tys. metrów, czy 10 km to dystans osiągalny dla każdego zdrowego człowieka, tylko należy się do niego właściwie przygotować – 3 razy w tygodniu trening, przygotowania powinny trwać ok. pół roku, wzrost obciążeń w każdym miesiącu powinien być o kilka procent większy. Przed bieganiem, czy przed startem w zawodach, kolejno powinniśmy dokładać te klika procent na współzawodnictwo. Bardzo ważne są ćwiczenia wzmacniające siłę mięśni. Maratony, ultramaratony dedykowane są wybranej grupie osób, które są już zdecydowanie świadome pewnych zagrożeń, są lepiej przygotowane i powinny być przez nas dokładniej przebadane.

Stan tej wiedzy się poprawia, ale jeszcze ciągle musimy apelować: zbadaj się, sprawdź, nie wierz tym, którzy mówią, że jak dobrze się czujesz to w zasadzie możesz wszystko. Na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia.

Jaki sens mają badania i monitorowanie wydolności serca?

O tych badaniach wspomniałem już wcześniej, ale to co warto podkreślić to przesłanie, że jeśli planujesz udział w zawodach to równocześnie powinieneś skontrolować swoje możliwości. Właśnie ten proces nazywałbym monitorowaniem wydolności serca. Są to badania prostych parametrów – u sportowca zwalania się spoczynkowa czynność serca, rytm staje się wolny. Jeżeli wykonuje on wysiłek to ta czynność serca powinna bardzo szybko przyspieszyć, a jeśli zaprzestaje wysiłku to szybko zwolnić – świadczy to o „wytrenowaniu”. Osoby zajmujące się fizjologią sportu świetnie wiedzą jakie są to parametry. Dysponujemy jeszcze analizą gazów, czy spirometrią wysiłkową. Warto monitorować wydolność, zwłaszcza kiedy masz zamiar brać udział w jakiś biegach, maratonach, półmaratonach.

Czy ekstremalny wysiłek sportowy może być groźny dla serca?

Absolutnie tak. Pierwszy punkt – może to dotyczyć osoby, która ma niewykrytą chorobę serca, wrodzone choroby mięśnia serca, wrodzone choroby elektryczne, które mogą się ujawnić przy wysiłku. Ekstremalna aktywność może być niebezpieczna, kiedy sportowiec jest w czasie infekcji, czy tuż po niej. Takie serce jest jeszcze niegotowe do ekstremalnego wysiłku. Są sportowcy, którym pewne arytmie ujawniają się dopiero po dłuższym okresie treningów, zawodów, po latach – np. wzrasta częstość występowania „migotania przedsionków”. W ich przypadku nie należy zabraniać dalszej aktywności- należy natomiast wyjaśnić jakie wysiłki są dla nich niewskazane, co może spowodować arytmię, jaki rodzaj obciążeń mogą zmienić.

Taką wiedzą już dysponujemy i dzięki temu nie odcinamy takiej osoby od uprawiania sportu, bo równocześnie osoby aktywne fizycznie rzadziej mają zaburzenia rytmu. Natomiast osoby zbyt aktywne fizycznie mogą tych zaburzeń rytmu mieć więcej. Czyli ekstremalny wysiłek powinien podlegać rozumnej kontroli, kontaktowi zawodnika z jego fizjologiem i lekarzem. 

Czy współczesna medycyna jest w stanie wcześniej ocenić ryzyko wystąpienia nagłej śmierci sercowej u sportowca?

Na szczęście ponownie mogę potwierdzić. Oczywiście nie mamy badań, które ze 100% pewnością i skutecznością ocenią wszystko, ale taki prosty algorytm badań: wywiad w rodzinie, echo serca są już w stanie nam pokazać, czy struktury serca są fizjologicznie zdrowe i czy nie ma przeciwskazań do wysiłku. Test wysiłkowy, odpowiednie obciążenia, które uwidaczniają, czy w trakcie dużego wysiłku jest coś co by nas zaniepokoiło. Oczywiście przy wątpliwościach, pomimo badań, mamy diagnostykę obrazową, tomografię komputerową, rezonans magnetyczny. Patrząc ze współczesnej perspektywy co jest najczęstszą przyczyną nagłego zgonu u sportowców, na pierwszym miejscu stawiamy kardiomiopatię przerostową. Łatwo ją wykluczyć prostym badaniem serca. Dochodzą też inne rodzaje kardiomiopatii.  Problemem jest świadomość, wiedza o fizjologii, o zagrożeniach: jaki jest to rodzaj obciążenia, czy to jest trening w górach przy ujemnych temperaturach, czy to jest ultramaraton na rowerze przy 40st C. Tutaj pomaga nam wyobraźnia: jaki rodzaj badań należałoby robić przed określonym obciążeniem. Natomiast jeśli to jest biegający po parku, jeżdżący na rowerze pasjonat, to oczywiście tych badań jest odpowiednio mniej, zwykłe EKG, echo zupełnie by wystarczyło. W niektórych krajach precyzuje się pewne etapy badań, najpierw EKG, później echo serca, osobiście namawiam, żeby taka świadomość narastała, także wśród decydentów i osób organizujących czy odpowiadających za zdrowie i za wyniki tych sportowców.

Pamiętajmy, że w każdym wieku to zagrożenie się zmienia i jesteśmy w stanie je ocenić. Jest coraz więcej badań, które udowadniają, że osoby starsze, które się ruszają są zdrowsze. Powstało też takie określenie jak „zdrowy otyły”. Czyli jest osoba, która jest aktywna fizycznie i się rusza, mimo otyłości, dzięki temu ma znacznie mniej zagrożeń, od osób z mniejszą wagą, ale całkowicie nieaktywnych. Aktywność fizyczna, to szansa na ucieczkę przed chorobą na własnych nogach, warto jednak by była to rozsądna i zorganizowana ewakuacja.

Jakie miejsce w ocenie tego ryzyka mają kryteria Seattle?

Istnieje spora różnica między indywidulanym podejściem do osoby, która nie jest zawodowym sportowcem (a chce być aktywna), a do sportowca. Od kilkunastu lat toczy się dyskusja w zagranicznych i polskich towarzystwach kardiologicznych, na temat tego, jakie badania powinny być wykorzystywane w kategorii badań przesiewowych u sportowców. Odnoszą się do nich również kryteria Seattle, które dotyczą opisu badania EKG. Zawierają szereg informacji dla lekarza, na co powinien zwrócić uwagę i które wyniki sugerują pogłębienie diagnostyki u sportowca. To jest dosyć ryzykowny układ, ponieważ ocena przez lekarza rodzinnego czy lekarza, który nie ma do czynienia ze sportowcami może spowodować sporo tzw. badań fałszywie dodatnich. Jednak sensem i zadaniem tych kryteriów jest by zwracać uwagę na te zmiany, które wymagają skierowania do specjalisty albo zrobienia dodatkowych badań. To są rekomendacje, które mają ułatwić ocenę, czy ta osoba jest zagrożona, czy przekierować ją do specjalisty, aby rozpoznać określone zagrożenie.