Neurologia

Życie należy się nam wszystkim

Tomasz Iwaniuk – twarz kampanii „SM – walcz o siebie”, od 14 lat choruje na stwardnienie rozsiane. Choroba to dla niego wartość dodana, bo gdyby był zdrowy, to marzenia z pewnością odkładałby na tzw. „potem”. A tak oto po 3 miesiącach od przeszczepu szpiku komórkami macierzystymi, wyruszył w podróż do Gambii.

Zachorowałem na stwardnienie rozsiane w 2004 roku. Miałem lepsze i gorsze chwile. Z ciągle pojawiającymi się nowymi zmianami w mózgu. Z czasem dostałem uczulenia na hasło w opisie rezonansu „nowe hiperintensywne ogniska”. Za tymi nowymi zmianami szło coraz gorsze samopoczucie, pogłębiający się niedowład lewej kończyny górnej, większa męczliwość czy problemy ze wzrokiem. Zaproponowano mi kurację interferonem, który jednak nie był skuteczny i postanowiłem, że przestanę się kłuć. W 2015 roku zdecydowałem się na przeszczep szpiku komórkami macierzystymi w klinice w Katowicach. Musiałem coś zrobić, bo postęp choroby stawał się coraz bardziej odczuwalny. Tak się stało, że kilka miesięcy przed przeszczepem miałem mocny rzut choroby. Pamiętam, jak bałem się, że przez niego moje marzenie, którym był przeszczep, nie dojdzie do skutku. Stało się jednak po mojej myśli, z nie do końca dobrym wzrokiem i zaburzeniem równowagi (po rzucie), w końcu do niego doszło. To były trudne dni w izolatce, z mnóstwem wlewanych we mnie płynów, również „chemią”, ale przeszedłem procedurę wzorowo i już po trzech miesiącach po przeszczepie wyjechałem do Gambii, kraju, który okazał się lekiem na mój stan duchowy.

 

 

Rok temu postanowiłem stworzyć moją stronę na portalu Facebook. Nie chciałem nazywać jej dumnie i ambitnie Tomasz Iwaniuk Photography, chciałem, aby nawiązywała do mnie, do tego jak żyję, z czym się borykam, a pomimo tego mam ogromną pasję i robię wszystko, by spełniać się w niej. Nazwałem ją „Afirmacja Życia”. Dziś mam prawie 2,5tysiąca polubień strony, cała rzesza pozytywnych odbiorców. Jestem dumny, że w rok udało mi się zrzeszyć tak fajnych, pozytywnych ludzi i to w tak dużej ilości. A przecież to tylko zdjęcia i trochę ja.

Żeby nie było, że zdjęcia z podróży lądują w szufladzie, to od trzech lat, cyklicznie jeżdżę do szkół, bibliotek czy uniwersytetów trzeciego wieku, żeby się nimi dzielić. Są organizowane wernisaże moich prac, docieram do coraz większej rzeszy odbiorców. Opowiadam o miejscach, plemionach, zwierzętach, ale także o kulisach powstawania zdjęć, gdy na przykład chodzę ze statywem ciemną nocą o godzinie trzeciej w Namibii, fotografuję drogę mleczną, słyszę jak obok chodzą dzikie zwierzęta, jak się boję i świecę latarką, gdzie popadnie, żeby je odstraszyć. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy naprawdę miałem ciarki ze strachu. Spotkania cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem, dlatego do większości miejsc jestem zapraszany ponownie, ale z inną pulą przygód i zdjęć.

Rzut w 2015 roku dał mi kopa do życia – jak nigdy. SM stał się motywacją do spełniania marzeń i dzielenia się tym z innymi. Mówię, że wygrałem z chorobą, bo przez wiele lat to ona „miała” mnie i dyktowała jak mam żyć (tak mi się wtedy wydawało), ale kiedy poczułem jej oddech na plecach, kiedy straciłem nadzieję, że wrócę do normalności, do samodzielnego funkcjonowania, to po pół roku i „podniesieniu” się z tamtego stanu, postanowiłem wziąć życie w swoje ręce i nie oddawać go chorobie.

Mam nadzieję, że poprzez moją postawę przekazuję, zwłaszcza nowo zdiagnozowanym, ale i zdrowym ludziom, że z ciężką chorobą można a nawet trzeba pięknie i godnie żyć. To ŻYCIE należy się nam wszystkim. Bez względu na to z jakimi trudnościami przyszło nam się mierzyć. Dzisiaj chodzę, jestem samodzielny i korzystam z tego daru. A nie wszyscy mają to szczęście i nie wszyscy to doceniają. Dlatego właśnie jestem szczęśliwym człowiekiem.

Jeśli już usiądę na tym wózku, to przynajmniej powiem, że żyłem z chorobą a nie chorobą. Co sprawia, że pomimo choroby prę naprzód z tym życiem? To cele, które sobie wytyczam, plany, pasje, marzenia i dążenie do ich spełnienia trzymają mnie w takiej kondycji fizycznej i psychicznej. Marzenia są lekarstwem na wszystko, nawet jeśli nie zawsze udaje nam się je spełnić. Bo marzyć każdy przecież może, marzenia mamy za darmo.