Pokonać raka

Cieszmy się życiem

O tym, jak mimo spotykających nas w życiu trudności, pozostać cały czas aktywnym i robić to, co się kocha, rozmawiamy z wybitnym aktorem Janem Kobuszewskim, który 26 września na gali w Warszawie odbierze nagrodę im. Norwida – „Dzieło życia”, przyznawaną za całokształt twórczości.

Żyje Pan aktywnie ze stomią od wielu lat, czy nie jest ona dla Pana problemem?

Choroba wcale nie spowodowała zmian w moim  trybie życia. Nie zrezygnowałem ze swoich przyzwyczajeń i nawyków. Tak jest i tak powinno być. Uznałem się za zdrowego i tak żyję. Żyję radośnie. Oczywiście nie mogę powiedzie, że stomia nie jest dla mnie żadnym problemem. Moi cudowni lekarze, przyjaciele, uprzedzali mnie, że będę odczuwał mały dyskomfort. A on nie jest mały, wręcz przeciwnie. Z drugiej strony – mówiąc jasno i otwarcie – lepiej odczuwać duży dyskomfort, a dalej żyć.

Jak długo ma Pan stomię?

30 lat – kawał czasu. Medycyna tak się rozwinęła, że może gdybym dziś był operowany, uniknąłbym stomii. Jak się okazało, do wszystkiego można się przyzwyczaić. A jak nie można się przyzwyczaić, to trzeba to polubić. Od początku trzeba też wierzyć, że wszystko dobrze się skończy. A gdy tak się stanie, cieszyć się każdym następnym dniem. Po drugie,

należy zaufać lekarzom. Po trzecie, nie załamywać się psychicznie. Wtedy wszystko powolutku, a czasami bardzo szybko, wraca do jakiejś tam normy. Nie należy przejmować się sprawami, na które człowiek nie ma wypływu. Skupmy się na sprawach, na które mamy wpływ. Pomóżmy np. komuś, bądźmy mu wsparciem. Cieszmy się życiem w sposób wielki i radosny. Przecież życie jest takie krótkie.

Czy Pańska choroba była bardzo poważna, a zagrożenie dla życia duże?

Olbrzymie. O chorobie dowiedziałem się już po pierwszym badaniu. Zostało mi wszystko dokładnie wyjaśnione, za co jestem lekarzom ogromnie wdzięczny. Byłem pod opieką niezwykłego lekarza, profesora Butruka. On niczego nie owijałw bawełnę. Powiedział, że operacja jest konieczna i to natychmiast. Zaufałem mu całkowicie.

Gdy jednak po operacji spojrzał Pan na swoją stomię, to co…?

Nic. Czułem przede wszystkim radość, że uratowali mi życie.

Pytam dlatego, że większości pacjentów trudno się przyzwyczaić do tego „czegoś” na brzuchu. Pan długo oswajał się ze swoją stomią?

Bardzo długo. Ze dwa dni. Jeżeli człowiek jest na coś skazany i coś jest nieodwracalne, to trzeba to zaakceptować. Im szybciej to zrobię, tym lepiej. Taka jest moja filozofia życiowa. Jestem aktorem, moje ciało to instrument, na którym gram. Musiałem szybko dojść do formy fizycznej i psychicznej, by dalej robić to, co kocham. Te 30 lat, mimo stomii, było bardzo udane zawodowo. Skrzypce, im starsze, tym lepsze. Może jest tak i z aktorami…

Gdy miał Pan operację, nie było jeszcze zachodniego sprzętu. Testował Pan te nieszczęsne pasy krakowskie?

Nie, od początku miałem dobry sprzęt. Już wtedy istniała poradnia stomijna, w której doktor zaopatrzył mnie w sprzęt firmy ConvaTec. Nie wyobrażam sobie uprawiania mojego zawodu bez tego rodzaju wynalazków.

Czy stomia była dla Pana tematem tabu?

Nie, przecież leżałem w szpitalu, spotykałem się z pielęgniarkami, lekarzami, innymi pacjentami, przychodzili do mnie znajomi i przyjaciele. Nie robiłem i nie robię z tego tajemnicy.

Jak choroba zmieniła Pańskie życie?

Przestałem przykładać wagę do głupstw, do rzeczy, które człowiek wyolbrzymia, a które są tego niewarte. To normalne, że przewartościowujemy swoje życie, gdy jest nam dane na nowo. Wszystkim pacjentom życzę dużo zdrowia i radości, a firmie ConvaTec dziękuję.

Rozmawiała: Dorota Anna Bronisz

baner-800x170-px-v1