Pokonać raka

Pokonujmy swoje bariery

Radosny jest fakt, że można przeżyć jeszcze jeden dzień i czegóż chcieć więcej. Obecność i poświęcenie bliskiej ci osoby w czasie twojej choroby, pokazuje jak wiele dla niej znaczysz. Wówczas słowa jakie oświadczaliśmy przy ołtarzu: „ że Cię nie opuszczę aż do śmierci” nabierają prawdziwego znaczenia – mówi w rozmowie z nami Jerzy Stuhr – aktor, reżyser filmowy i teatralny, ambasador UNICORNu.

Diagnoza nowotworowa to dla pacjenta ogromne obciążenie psychiczne, z Pana doświadczenia jakiego wsparcia potrzebuje wówczas człowiek?

Każdy chory powinien mieć dostęp do planu swojego leczenia. Powstaje on na podstawie wiedzy medycznej lekarza, ale i dzięki najbliższym osobom, które decydują się po części chorować razem z nim. Strategia leczenia jest niezwykle istotna dla pacjenta – wówczas może on zaplanować każdy kolejny dzień, a to działa motywująco.

Od lekarza wymaga się  przede wszystkim precyzyjnego postawienia diagnozy. Sam źle przyjmowałem oświadczenia typu: „Proszę Pana umieralność z powodu nowotworów wynosi 70%”. Nie oczekiwałem od lekarza takich ocen, dla mnie wciąż ważne było to 30%. Chciałem wiedzieć, jak będzie wyglądać moje leczenie. Dlatego tak ważny jest plan walki, niezależnie od tego jaki będzie tego finał.

Od wielu lat angażuje się Pan w akcje mające na celu skłonienie lekarzy, by podawali leki minimalizujące ból w leczeniu raka. Dlaczego są one tak ważne dla pacjenta?

Najgorsze jest to, że ból nas upokarza. Kiedy boli, rezygnujemy z trzymania formy fizycznej i psychicznej, podupadamy na duchu. W jednej chwili jesteśmy oddani w ręce obcych ludzi. Z drugiej strony nie potrafimy określić co nam jest, gdyż tego nie da się wytłumaczyć. Chory nie jest w stanie zdefiniować stanu w jakim się znajduje i to jest okropnie męczące, oprócz oczywiście fizycznej boleści.

Sam zaangażowałem się w te akcje z różnych względów, przede wszystkim z powodu braku świadomości na temat możliwości korzystania z leków minimalizujących ból. Tutaj trzeba zaznaczyć, że niestety szpitale nadal są bardzo oporne, boją się odpowiedzialności, lekarze mają obiekcje związane z wypisywaniem zielonej recepty.

Ważne jest również, aby ludziom uzmysłowić jakie mają prawa. Pamiętajmy: każdy pacjent ma prawo żądać środków przeciwbólowych. Mamy prawo pytać i uzyskiwać odpowiedzi. Dla mnie najgorsze było upokorzenie związane z zależnością od pomocy personelu szpitalnego. Dlatego zawsze byłem przygotowany na wizytę lekarza – ubierałem się w marynarkę – wówczas czułem się na równi z lekarzem.

Czego wg Pana doświadczenia pacjent ma prawo oczekiwać od lekarza?

Tak jak wcześniej wspomniałem, precyzyjnej diagnozy. W moim przypadku to wcale nie było takie pewne. Ważne jest, aby lekarz wyzbył się rutyny. Wiem, że jest to trudne. Sam grając w sztuce po raz 120, mam jednak świadomość że muszę zainteresować widza, nie mogę pokazać, że mnie to nudzi. Lekarz również powinien wyzbyć się schematyzmu, bo on może prowadzić do braku empatii. Słowa skierowane do pacjenta „jeszcze nie raz się zobaczymy”, mogą narobić wielkich szkód i ranić. W przypadku chorób onkologicznych często bywa, że na początku wpadamy w ręce wielu lekarzy, gdyż nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że to właśnie nowotwór. Empatia specjalisty w takich sytuacjach jest kluczowa, pacjent zaopiekowany, to również osoba bardziej konsekwentna, zdeterminowana.       

Jaki wpływ wywarła na Pana choroba, co zmieniła w Pana życiu?

W czasie choroby dowiadujesz się, ile tak naprawdę masz siły. Myślę, że na co dzień człowiek używa 40% – 50% swojej energii. Chorując doświadczasz ile w stanie jesteś znieść, bo stan twojej odporności jest obniżony. Z mojego doświadczenia wiem, że osoby chore bardzo się w siebie wsłuchują i jeśli tylko chcą to potrafią pokonywać swoje bariery. Przy ekstremalnym stanie chorobowym jest się gotowym na wszystko.

Bardzo często, pacjent bez wsparcia poddaje się, nie jest w stanie wykrzesać w sobie siłę do walki. Wtedy nawet lekarze są przerażeni, gdyż taka postawa przekłada się na leczenie. Miałem sytuację, gdzie zadzwonił do mnie lekarz z Nowego Sącza z prośbą, abym porozmawiał z jego pacjentem, gdyż wierzył, iż będę mieć większy wpływ na niego niż on sam. Przyznaję, że są to dla mnie trudne sytuacje, bo nie jestem fachowcem w tej sprawie i boję się, żeby nie zrobić jakiegoś błędu psychoonkologicznego.

Choroba oczywiście miała na mnie wielki wpływ. W ostatnich 7 latach zrobiłem najwięcej w swoim życiu artystycznym. Uważam, że zadziało się tak dlatego, gdyż dowiedziałem się jaką energią dysponuję. Dziś życzę każdemu, aby na chwilę się zatrzymał, spojrzał w siebie i zastanowił się jaki tkwi w nim potencjał energii.

Razem z żoną są Państwo mocno związani ze Stowarzyszeniem UNICORN, pacjenci mogą liczyć na Państwa wsparcie. Skąd motywacja by pomagać takim pacjentom?

Stwierdziliśmy z żoną i przyjaciółmi, że pomoc psychoonkologiczna jest ważnym elementem leczenia. Przyznaję, że pierwszy raz zetknąłem się z nią zupełnie nieświadomie. Podczas mojego pobytu w szpitalu jedna z pacjentek poprosiła mnie o autograf i nie wiem czemu, ale powiedziałem jej, że będzie zdrowa. Na następny dzień przyszła do mnie oddziałowa i zapytała co takiego powiedziałem tej dziewczynie, że zupełnie zmieniło się jej podejście do choroby – zaczęła normalnie przyjmować posiłki, poprosiła o wizytę fizykoterapeuty. Szczerze to nie pamiętałem dokładnie co jej powiedziałem, ale jak się później okazało udzieliłem jej pomocy psychoonkologicznej. Po trzech latach od tego zdarzenia otrzymałem od niej list z informacją, że właśnie zdała na prawo i że jest zdrowa. Napisała, że chciała mnie o tym powiadomić i podziękować. Przyznam, że było to dla mnie cenniejsze niż wszystkie pozytywne recenzje, które w życiu dostałem.

Wspólnie z UNICORNem chcemy zastąpić wszystkie nieudane akcje pakietu onkologicznego. Staramy się podpowiedzieć choremu plan działania – to jest jedno z zadań UNICORNu.

Dodatkowo razem z żoną rozpoczęliśmy współpracę z organizacją Urtica. Wspólnie organizujemy turnusy letnie, na które przyjeżdżają całe rodziny. Podczas tych spotkań rodzice chorych dzieci otrzymują niezbędną pomoc psychoonkologiczną.

Niewątpliwie jest Pan wybitnym i cenionym artystą, czy jednak z perspektywy czasu takie trudne życiowe sytuacje wpłynęły na artystyczne decyzje i działania?

Tak jak wcześniej powiedziałem, pomogły mi w znalezieniu sił i przytomności umysłu. Mam dużo zajęć, dlatego muszę być bardzo zorganizowany. Tym bardziej, że w moim wieku chciałbym już trochę odpocząć (uśmiech). Od strony artystycznej te trudne sytuacje raczej przyczyniły się do kumulacji działań.

Z czego czerpie Pan radość dnia codziennego?

Z tego, że się obudziłem (uśmiech). Radosny jest fakt, że można przeżyć jeszcze jeden dzień i czegóż chcieć więcej. Obecność i poświęcenie bliskiej Ci osoby w czasie Twojej choroby, pokazuje jak wiele dla niej znaczysz. Wówczas słowa: „I że Cię nie opuszczę aż do śmierci” nabierają prawdziwego znaczenia.