Świat dziecka

Kiedy AZS dziecka wywraca świat do góry nogami

Atopowe zapalenie skóry to trudna i wymagająca choroba. Obciąża całą rodzinę. Co więcej, choć może nam dać spokój na wiele lat, nigdy nas nie opuści. Dziś przedstawiamy Wam rozmowę z Sylwią Bożęcką, zawodowo związaną ze światem mody a prywatnie szczęśliwą mamą dwójki maluchów: Alana i Mili. I to właśnie jej synek zainspirował ją do założenia bloga z przepisami dla małych alergików. Nam opowiada historię starcia z AZS.

-„Pani doktor, mały strasznie drapie się po policzkach, czy to możliwe, ze mu coś dolega?” – pytałam zmartwiona stanem zdrowia mojego już trzydniowego synka. „Nie, nic mu nie dolega. Proszę kupić emolium i będzie dobrze” – odparła lekarka. Ja jednak dostrzegłam w jej reakcji chwilę zwątpienia, czy stawia właściwą diagnozę. I to zwątpienie nie opuściło ani mnie, ani lekarzy, którzy próbują nam pomóc do dnia dzisiejszego.

Moją pierwszą reakcją na diagnozę AZS ( postawioną notabene przez mojego męża) było niedowierzanie. Przecież moje dziecko nie może być chore! Na pewno lada moment z tego wyjdzie, wyrośnie! Teraz wiem, że pragnąc tego zaklinaliśmy też poniekąd rzeczywistość, bo Alan cierpi na wyjątkowo silne atopowe zapalenie skóry spowodowane alergią na produkty spożywcze. Niestety na prawie wszystkie produkty spożywcze! Przeszliśmy przez piekło wypełnione swędzącą skórą, sączącymi się ranami, przepłakanymi nocami i stale specjalnie przygotowanym  prowiantem, który musiał być pod ręką. Nikomu tego nie życzę. Dlatego często powtarzam mamom alergików, że dzieci cierpiące na AZS są wyjątkowe. Mam na to doskonały przykład w domu.

Z dzisiejszej perspektywy staram się też być wdzięczna losowi za to doświadczenie. Musieliśmy całe nasze życie podporządkować chorobie syna. Bardzo dużo nauczyliśmy się o samym żywieniu, o zdrowiu; wypracowywaliśmy także relacje z lekarzami – co było nie lada wyzwaniem. Wiemy już, że żadna choroba nie pojawia się bez przyczyny, że należy skoncentrować się na jej poszukiwaniu i zacząć od właściwej diagnozy i dopasowanego leczenia. Czytamy teraz każdą etykietkę na produktach spożywczych.

Pamiętam jak na początku, zaangażowana ale też i wyczerpana, analizowałam nawet składniki na paczce mąki! Choroba Alana uświadomiła nam, jak ważne jest to co jemy, że żywność naprawdę jest naszą energią, zdrowiem i życiem. Uzmysławiając to sobie nie pozwalamy już by ta energia składała się z czegoś, co najłatwiej nazwać skrótem: E. Wiemy też, że wszystko można zastąpić – wystarczy trochę chęci i odpowiedniej wiedzy.

Był taki moment w życiu mojego synka, w którym mógł jeść tylko pięć produktów: ryż, kurczaka, marchew, cukinię i brokuły. Potem doszła kukurydza, mango, melony, quinoa, amarantus, kokos i pietruszka. Wydaje się, że to niewielki zestaw ale dzięki odpowiednio ułożonemu menu, jego wyniki morfologiczne były idealne. Alan rośnie, rozwija się, jest szczęśliwym dzieckiem. Sam bierze udział w planowaniu swojej diety, w każdym sklepie od razu biegnie do stoiska ze zdrową żywnością i głośno krzyczy jakie znalazł nowości. Zna nazwy i smaki produktów, o których istnieniu większość dorosłych nie ma nawet pojęcia. Na szczęście nie lubi i nie je słodyczy, nigdy nie wybrzydza, kocha brokuły, w tym zupę brokułową, dosłownie wszystko brokułowe. Moj syn ma białe, zdrowe zęby, mimo, że myje je tylko wodą. Moje pięcioletnie dziecko wie, że to co je jest bardzo istotne dla jego zdrowia, a my dodatkowo dajemy mu dobry przykład.

Bez wątpienia AZS to straszna choroba, bo cierpi na nią nie tylko dziecko, ale i patrzący na nie rodzice, który w bezsilności zwija się z bólu serca. Często trudno opanować emocje, a są nimi najczęściej: zwątpienie, rezygnacja, zmartwienie, litość, bezsilność.

10922141_957068240970262_209367863_nNależy wtedy spojrzeć na dziecko i zadać sobie pytanie: czy ono czuje to samo? Otóż nie: nasze dziecko biega, bawi się i śmieje. Nie pozwólmy, by widziało naszą zmartwioną twarz. Uśmiechajmy się na jego widok, bo siła tkwi również w uśmiechu i poczuciu bezpieczeństwa jakie mu dajemy. Cierpliwie i wspólnie czekajmy na efekty pracy nad jego i naszym zdrowiem. To co dobre przychodzi powoli.

Sywlia Bożęcka – studiowała w Berlinie na wydziale anglistyki i dziś prowadzi swoją firmę www.orchidea-studio.com/ i stale ją rozwija. Otworzyła w Zielonej Górze pierwszy sklep z koszulami www.marlonkoszule.pl . Bardzo otwarta, wesoła, pozytywna osoba. Jak sama mówi niezwykłą energią mogłaby obdarować kilka osób. Prowadzi również bloga www.mama-alergika.blog.pl