Zdrowie rodziny

Życie naszej rodziny

Ich blog to niezwykła podróż do rodzinnego świata. Czytają go nawet ci, którzy nie mają jeszcze swojej rodziny, bądź swoje dzieci dawno wypuścili w dorosłe życie, a blogowe opowieści sprawiają im dużą przyjemność i radość.

Wasz blog to niezwykła podróż do rodzinnego świata. Czytają go nawet Ci, którzy nie mają jeszcze swojej rodziny, bądź swoje dZrzut ekranu 2016-02-08 o 10.18.32zieci dawno wypuścili w dorosłe życie a Wasze opowieści sprawiają im dużą przyjemność i radość. Dzieje się tak dlatego, że jesteście autentyczni. Opowiadacie o wesołych i cudownych chwilach, ale potraficie być też krytyczni wobec rzeczywistości i nie ukrywacie, że przychodzą też gorzkie chwile. Czy taki od początku był cel założenia bloga i pomysł na niego?

O początki i „założenia”, które pozwolę ująć sobie tu w cudzysłów, bo ich po prostu nie było, należy zapytać Marię. To ona zaczęła to wszystko. To wszytko, co początkowo było po prostu pamiętniczkiem kobiety w ciąży. To był czas oczekiwania na pierwsze nasze dziecię a więc mnóstwo niezaspokojonej ciekawości i jeszcze więcej czasu wolnego ;). Poszukując informacji o ciąży, przyszłym macierzyństwie Maria trafiała jedynie na portalowe, medyczne, podręcznikowe poradniki a nie znalazła żadnej autentycznej historii, z której dowiedziałaby się o co w tym tak naprawdę chodzi, czego się spodziewać, jak zmieni się ona jako mama i nasze życie jako pary… To istotne dla procesu powstania oczekujac.pl bo właśnie dlatego Maria postanowiła spisywać swoje nastroje, odczucia, codzienne dni by je zachować na przyszłość i również dla innych, jako porady. Od zawsze pisała papierowe pamiętniki, to więc było naturalną konsekwencją tej pasji, tyle, że nieco bardziej publicznie, o jednak ze swobodnym dostępem i w formie elektronicznej. Stąd też nazwa Oczekując i stąd bardzo przaśny ale i autentyczny klimat na naszym blogu wówczas.

W takiej formie blog istniał do czasu pojawienia się Gabi na świecie – w formie pamiętnika kobiety w ciąży. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie dokładnie z dniem powiększenia się naszej rodziny, blog w jednej chwili zmienił swe oblicze. 6 sierpnia 2012 roku, kiedy Maria z malutką Gabi leżały w szpitalu po porodzie, uznałem, że czytelniczki pamiętniczka Marii czekają na tę informację i znając hasła do bloga (bo wcześniej czasem Marii pomagałem np. ze zdjęciami) opublikowałem krótki wpis pt. „Gabrysia”, gdzie podzieliłem się naszą radosną nowiną i jedynie standardowymi informacjami o maleństwie. Ale to był tylko skromny początek. Bo jeszcze tego samego dnia – (właśnie teraz się zorientowałem, że to był ten sam dzień, tyle że pierwszy wpis był z rana po powrocie ze szpitala po porodzie a drugi powstał wieczorem już po wszystkich emocjach i wieczornym powrocie do domu z oddziału i do dziś jest to jedyny dzień, gdzie na blogu są dwa wpisy 🙂 ) umieściłem drugi wpis, już zupełnie inny, wpis pt. „Akcja”, gdzie bardzo emocjonalnie opisuję naszą iście sensacyjną drogę do szpitala a potem przebieg porodu. Fragment (myślę że warty umieszczenia w tekście): „To trzeba poczuć i doświadczyć samemu, kiedy 3 minuty mijają jak dobry kwadrans i mało tego – wydaje ci się, że oni nic nie robią – najdłuższy „kwadrans” miałem między 4:02 a 4:05 i te myśli – no róbcie coś – jak daleko byłem emocjami od rzeczywistości uświadamia mi godzina przyjścia na świat Gabi – 4:07 – a mi się wydawało, że wszystko stoi i mijają dekady.”

zalew rydzyna-19Ten wpis oprócz tego, że robi furorę, to już na zawsze zmienia oblicze naszego bloga ale i całej „mamuśkowej blogosfery”, bo oto pojawia się tata! I nie na chwilę, bo zostaje już na zawsze jako pełnoprawny autor, twórca, rodzic.

Blog więc od samego początku i po dziś dzień jest dla nas miejscem wyrażania samych siebie. Nie śledzimy trendów, by je powtarzać jako sprawdzone recepty, dajemy od siebie, a nawet te trendy wyznaczamy.

Blog na ten moment jest naszym sposobem na życie, poprzez bycie autentycznym a także, co istotne, dostarczanie określonej jakości możemy z sukcesem czerpać w ramach tej działalności stricte wymierne korzyści. To z kolei ma bardzo pozytywny wpływ na jakość naszego życia i krótko mówiąc szczęście rodzinne – pasja, praca i czas wolny w jednym – toż to sytuacja idealna dla rodziców i dziecka a może i dzieci.

 Czytając Waszego bloga nasuwa się jedno być może banalne stwierdzenie: rodzina jest dla Was wszystkim, nie tylko w ujęciu Waszej córki, ale też nie zapominając o Waszych partnerskich relacjach. Bardzo o nie dbacie, czy blog to ułatwia, czy utrudnia? 

 A, czyli w poprzedniej odpowiedzi oczywiście za bardzo się rozwinąłem i praktycznie już odpowiedziałem na to pytanie 🙂 . A więc – jak wyżej – blog zdecydowanie sprzyja naszym relacjom. To jest niesamowite, że spędzamy ze sobą – ja i Maria – 24 h i nam się to nie nudzi, Gabi aktualnie ma codziennie przerwy od nas na 8 godzin pobytu w przedszkolu. Śmieję się, że doszło do sytuacji, gdzie Młoda jako jedyna ma obowiązek wstać rano i wyjść na 8 godzin z domu :).

My pracujemy przy jednym biurku, ale nie ma tu mowy o rutynie – robimy tak wiele ciekawych projektów, charakteryzują się one taką różnorodnością, motywują nas lub wymuszają 😉 na nas tak dużo aktywności, że żadna inna praca nie dałaby nam tyle doświadczeń i radości. Bo jak nie być zadowolonym kiedy np. jesienią w ramach obowiązków możemy na 8 dni wyjechać całą rodzinką nad morze? I tam pracować jednocześnie korzystając z atrakcji doskonałego hotelu? Taki komfort życia, odpowiedzialnie konsumowany daje szczęście i spełnienie a to podstawowy fundament udanego partnerstwa.

Rodzice sukcesu to właśnie Wy, czy podoba wam się to określenie? Kiedy znajdujecie na siebie wolną chwilkę, jak dbacie o rodzinę?

 Trudno mi mówić o sukcesie bo każdy przykłada do niego inną miarę, dla każdego probierz sukcesu jest różny. Jeśli przyjąć, że sukces to zadowolenie z każdego
pojedynczego dnia, niezależnie czy jest to sobota w kapciach spędzona w domu na odkurzaniu i praniu, czy też występ w studiu DDTVN lub spotkania branżowe/biznesowe w stolicy, to – tak jesteśmy rodzicami sukcesu 🙂 . Bo dla nas sukcesem będzie wszystko to, co zbliża nas do spokojnego życia, w którym nasze dzieci będą miały nas, nasz czas, bliskość, pozytywne relacje.

Wolne chwile to dla nas każdy moment, który za taki uznamy. Mamy ten komfort, że dziecko możemy odebrać z przedszkola tak samo o godzinie 16 jak i o 11 – jakie tylko plany mamy i co chcemy robić. Nie mamy też oporów, kiedy jednego dnia Gabi spędzi popołudnie z opiekunką bo my mamy pilny „służbowy” wyjazd, bo wiem, że ten czas nadrobimy po stokroć będąc razem przez kolejne kilka dni 24 godziny na dobę tylko dla siebie, na wspólnych zabawach i zadbamy o to by tak było. Bo mamy ten komfort.

Jednym ze sposobów na chwile tylko dla siebie, to celebrowanie ich – praktycznie tradycją u nas jest rodzinny niedzielny obiad poza domem, świętujemy też rodzinne okazje – imieniny, urodziny a każdy kolejny rok Gabi – to impreza o jeszcze szerszym zasięgu, bo zapraszamy co rok nasze całe rodziny, to dla nas cudowne chwile. Zwykły wyjazd nad pobliskie jezioro by pospacerować, czy na lody na rynku. Ale i codzienność – wspólne w kuchni przesiadywanie, czytanie bajek w dzień i wieczorem, rodzinne zaleganie na kanapie bez telewizora (nie mamy tv od 4 lat w domu) a z rozmową i wygłupami… Nie odmawiamy sobie tych wszystkich momentów, bo to one składają się na całość.

zalew rydzyna-21Gabrysia szybko rośnie, jest Waszym oczkiem w głowie, ale gdzie widzicie siebie za 10 lat?

Gabi rośnie szybko, jak każde dziecko – za szybko 😉 . Tęsknimy czasem za tym małym bobaskiem, zawiniątkiem 🙂 bo oto w domu już wygadany przedszkolak. Ale jest przecież jedno proste antidotum na taką tęsknotę… 🙂 Skoro Gabi jest oczkiem w głowie a każda głowa ma oczu dwoje…?

Trudno powiedzieć o przyszłości w perspektywie całej dekady, bo kiedy patrzymy wstecz i uświadamiamy sobie, że minęły jedynie niecałe 4 lata odkąd jesteśmy blogerami, to aż nam samym trudno uwierzyć, jak duża zmiana zaszła w naszym życiu na tak krótkim odcinku czasu, bo czym jest te kilka lat już choćby w perspektywie pełnoletniości dziecka, a gdzie reszta… Wnuki i tak dalej… 🙂 . Oczywiście mamy inne plany, niezwiązane z obecnością w blogosferze, ale to nie znaczy, że je realizując zrezygnujemy wówczas z tej naszej aktywności – ten blog to my, w pewnym stopniu więc byłaby to rezygnacja z części siebie. A bardzo tę część siebie lubimy.

Napisz Komentarz