Życie seniora

Antoni Huczyński – Niezmienna radość życia

Szarmancki w sposobie bycia, energiczny w zachowaniu, taktowny i niezmiernie radosny. Opowiada o dziejach swojego życia, o powstańczych walkach, o incydencie z lwami, a nade wszystko o rodzinie i wartościach. Cytuje fragmenty „Listów” Rainera Marii Rilkego i zachwyca się fizyką kwantową. Zdradza swój sposób na długowieczność i wyjawia swoje marzenia – Antoni Huczyński: żołnierz Armii Krajowej, lekarz weterynarii, nestor rodziny, optymista. Ma 93 lata i wciąż cieszy się życiem.

W świadomości publicznej, w mediach funkcjonuje Pan jako Dziarski Dziadek? Czy nie przeszkadza Panu, że częściej jest Pan przedstawiany tak, niż jako Antoni Huczyński?

Jestem nawet zadowolony, że mnie tak nazwano! Wszystko się zgadza, bo jestem już dziadkiem. Mam czworo wnucząt i jedną prawnuczkę. Czuję, że to jest dobre odtworzenie mojej rzeczywistości, mojej osoby. Jestem bardzo sprawny fizycznie i duchem też jestem młody. Nie poddaję się, trzymam swój czas w ryzach. Upływ czasu, to jest prawo fizyki, na to nie mamy żadnego wpływu, bo kartki kalendarza muszą spadać. Moja tajemnica polega na intensywnym dbaniu o zdrowie – to jest sposób na powstrzymanie tego czasu.

Opracował Pan swój sposób na długowieczność, w którym momencie życia nastąpił przełom?

To był 78 rok mojego życia. Po śmierci mojej ukochanej żony, jedynej kobiety mojego życia, popadłem w depresję. Czułem się załamany, ale miałam świadomość, że nie mogę się poddać, bo ten stan mnie zniszczy. Dodatkowo zdawałem sobie sprawę, że jestem w okresie przemijania, że nie jestem młodym człowiekiem, dlatego muszę zachować zdrowie. Zacząłem jeździć na rowerze do lasu, a tam przeprowadzałem cykl ćwiczeń. Ten cykl ćwiczeń z czasem rozszerzałem, zwiększałem ilość razy z miesiąca na miesiąc, bo czułem się coraz bardziej sprawny fizycznie. Zacząłem się uśmiechać do ludzi i być szczęśliwym. Miałem pewność, że jestem na dobrej drodze.

Czy dawniej uskarżał się Pan na jakieś dolegliwości?

Gnębiła mnie grypa i katary. Ciągłe kichanie, odchrząkiwanie – to sprawiało mi najwięcej problemów. Żona była przerażona, ale wpadłem na szalony pomysł, by wejść do beczki pełnej lodowatej wody. To oczywiście wymagało przygotowań, nacierałem śniegiem ręce i twarz, chodziłem na bosaka po ogrodzie, a żona patrzyła przez okno, pukała się w głowę i mówiła: „Co on wyrabia?”. Po takich kilkudniowych przygotowaniach wszedłem do beczki pełnej wody. Do dziś pamiętam jej zatroskany wzrok i słowa: „Mój mąż zwariował!”

Ludzie starsi, często nie mają już rodziny lub stracili kontakt z dziećmi. Siedzą samotnie zamknięci w czterech ścianach. Jak zmobilizować ich do podejmowania wyzwań?

Człowiek jest zależny od siebie. Musi wiedzieć, że wpływa na swoje życie właśnie przez swoją aktywność. Oczywiście można mu pewne rzeczy podpowiedzieć, podsunąć pomysły i inicjatywy, ale wszystko i tak zależy od niego samego. Należy być otwartym na rozwiązania: jak nie masz ogrodu, to masz park. Jak nie masz blisko parku, to wsiadasz w tramwaj i dojeżdżasz do lasku. Jak mieszkasz na piątym piętrze, to nigdy nie jedź windą, schodź zawsze po schodach. Lepszy jest spacer, jak samochód. Przestrzegaj diety: nie jedz śmieciowego jedzenia, unikaj konserwantów, białego cukru. Przyznaję, sam miałem bardzo trudny czas po śmierci żony. Każdy przeżywa takie momenty w bardzo indywidualny sposób. Ja się nie poddałem, biegałem do lasu i ćwiczyłem, aż krew pulsowała pomiędzy palcami.

Ma Pan swoje zasady związane z codziennymi czynnościami, trybem życia?

Po pierwsze, wstaję wcześnie rano, nie pozwalam sobie na leniuchowanie. Bardzo ważne jest śniadanie, lubię śledzie i pełnoziarnisty chleb. Następnie wsiadam na rower, jadę do lasu i ćwiczę. Po takim treningu nie zapominam o zaparzaniu kompozycji ziół. Na obiad jem niewiele mięsa, za to bardzo dużo warzyw i morskich ryb. Są one lekkostrawne dla człowieka, mają dużo białka, witaminy D, jodu i kwasów omega-3. A wiadomo nie od dziś, że właśnie kwasy omega-3 wpływają na funkcjonowanie układu mięśniowo – sercowego. Po obiedzie poświęcam pół godziny na drzemkę. Później słucham dużo muzyki, szczególnie upodobałem sobie Annę German. Czasem zjem kostkę gorzkiej, czarnej czekolady. Moje życie jest proste, ale robię wszystko, by je sobie umilać, by się nim cieszyć, kochać!

Ma Pan swoje życiowe smaczki, które celebruje. Czy korzysta Pan z nowinek, jakie proponuje współczesna technologia?

Oglądam wyłącznie dzienniki i tylko te programy, które mnie zaciekawią. Nie poświęcam telewizji dużej uwagi, bo uważam to za stratę czasu. Wnuk nauczył mnie korzystać z Internetu. Czasami nawet włączam się w czaty z młodymi ludźmi. Pytają o moją dietę, ćwiczenia, krioterapię. Moją pasją są też książki. Mam dziennik, w którym wszystko zapisuję, robię notatki o tym, co przeczytałem, co zrobiło na mnie wrażenie. Później do tego wracam, utrwalam to sobie. Mam wiele książek, są wszędzie. Obecnie czytam pozycję z dziedziny kosmologii. Wszechświat, to cudowna sprawa, chciałbym kiedyś porozmawiać z naukowcem, który wyjaśni mi, co to znaczy, że jest wiele wszechświatów. Wszystko bardzo mnie ciekawi, jak zapoznałem się z fizyką kwantową, to dostałem na jej punkcie bzika! Siedziałem do północy i rozmyślałem nad tą skomplikowaną materią! To jest piękno nauki, że można na nasze życie spojrzeć z perspektywy małego atomu, w którym siedzi elektron, oddziałuje i jest elementem naszego wszechświata. W końcu bez elektronu nie byłoby życia, to jest siła napędowa wszystkiego. – Rozmowę przerywa nam córka Pana Antoniego, z troską dopytując, czy wszystko w porządku. – Nie ma spokoju pod oliwkami! Nie ma! – śmieje się Pan Antoni. To jest właśnie rodzina! Każdy myśli o każdym. Nie można tego nie docenić!

Robi Pan wiele rzeczy dla innych. A czy stawia Pan sobie jeszcze jakieś wyzwania, czy ma Pan marzenia?

Tak. Mam marzenie, by skoczyć z samolotu ze spadochronem. Bardzo chciałbym też mieć możliwość lotu samolotem F16. Na tej liście mam również spotkanie z profesorem od kosmologii, bo nie do końca rozumiem na czym ona polega. Chciałbym do końca swoich lat być zdrowym, rześkim i potrzebnym człowiekiem. To jest moje marzenie. Chcę do końca moich dni, ponieważ każdy ma swój biologiczny czas, który zamknie kiedyś życie, być zadowolonym, radosnym, uśmiechniętym i pożytecznym dla innych.

Sam napisałem dwie książki. Pierwszą „Żeby żyć” – trzydzieści lat temu – i to była książka dla wnucząt, pisałem z myślą o mojej rodzinie. Potem na stare lata, gdy nastąpiło duże zainteresowanie moją aktywnością i moim życiem, napisałem książkę „Dziarski Dziadek. Mój sposób na długowieczność”. Uważam, że to bardzo cenna pozycja. To nie tylko zdjęcia uśmiechniętego dziadka, ale mój wewnętrzny przekaz.

3