Życie z cukrzycą

Nasza „przygoda” z cukrzycą

Małgorzata Fidor – adMałgorzata Fidorministratorka portalu Diabetica.pl i dzielna mama Martyny: „Najcenniejszym darem dla człowieka jest życie. Największym darem dla rodziców jest dziecko.”

Martyna urodziła się w 2000 roku. Radość i spełnienie wypełniły nasze serca. Patrzyliśmy z dumą jak rośnie i wspaniale się rozwija. Lato 2001 roku z początku niczym nie różniło się od pozostałych. Do momentu, gdy dziecko nagle zaczęło chudnąć, słabnąć i dużo pić. Nie wiedzieliśmy, co się z nią dzieje, bo dotychczas nie przechodziła żadnych infekcji, była okazem zdrowia. W końcu straciła przytomność. Nie potrafię opisać, jakie uczucia wtedy przelewały się przez nas rodziców. Byliśmy przerażeni. W szpitalu wyniki jednoznacznie potwierdziły cukrzycę. W głowach mieliśmy chaos i niedowierzanie.

Marzeniem każdego rodzica jest, aby jego dziecko było zdrowe i szczęśliwe.

Niestety życie pisze swoje scenariusze i poddaje człowieka próbie. W plany na przyszłość musieliśmy wpisać wszystkie codzienne zabiegi związane z chorobą: częste pomiary glikemii, ważenie i przeliczanie posiłków na wymienniki węglowodanowe, podawanie zastrzyków z insuliną, regularne wizyty w poradni diabetologicznej, odpowiednie reagowanie na hipo i hiperglikemię. Myśl o powikłaniach paraliżowała nas przy każdym wysokim i niskim poziomie cukru. Pamiętam jak potwornie bałam się dnia powrotu do domu. Nasza córka miała wówczas niespełna 14 miesięcy. Maleńkie dziecko, które nie powie jak się czuje, czy cukier mu spada, czy jest wysoki. Bałam się hipoglikemii i konieczności podania glukagonu. To był trudny czas adaptacji, przyzwyczajania rodziny, znajomych i całego otoczenia do widoku kropli krwi na malutkim paluszku.

Cukrzyca wtedy i przez te wszystkie lata pokazała mi, jakim jestem człowiekiem i ile potrafię znieść.

Nasze życie obracało się tylko wokół dziecka i cukrzycy. Jednak chwile załamania rekompensował nam wspaniały rozwój córki. Na spacerach obserwowałam inne dzieci i w końcu dostrzegłam, że Martynka niczym nie różni się od swoich rówieśników. Tak samo biega, cieszy się i dokazuje, płacze i złości się. Zaczęłam więc intuicyjnie łączyć jej niektóre zachowania z poziomami glikemii. Okazało się, że całkiem dobrze mi to wychodzi. Przyszedł też dzień, że musiałam podać pierwszy w naszym życiu glukagon. Nigdy nie trzęsły mi się tak ręce jak wtedy.

Rodzice „cukiereczków”  mają w sobie wiele siły, pomimo ogromu trudności i chwil zwątpienia.

Nadszedł moment, kiedy nasza trzylatka zaczęła pytać o przedszkole. Postanowiłam zadzwonić do kilku przedszkoli i dowiedzieć się szczegółów, nie byłam świadoma takiej lawiny problemów. Żadne nie chciało przyjąć dziecka chorego na cukrzycę. Dyskryminacja i problem społeczny zacisnęły mi pętlę wokół szyi! Nie wstydzę się łez. Wtedy wylałam ich całe morze. Córkę przyjęło prywatne przedszkole. Byłam szczęśliwa, choć przebywałam nadal obok niej, mierzyłam cukier i podawałam insulinę.

Szkoła – kolejna próba.

Nieuregulowana sytuacja prawna dotycząca opieki i brak pomocy ze strony grona pedagogicznego zmusił mnie do przebywania w szkole podczas lekcji córki. Kiedy wychowawcą Martyny została moja koleżanka, pozwoliłam sobie na to by przejęła częściowo opiekę nad cukrzycą. Córka miała przy sobie telefon i byłyśmy w stałym kontakcie. Potrafiła sama zmierzyć poziom cukru i podać insulinę. Nauczyciel weryfikował jedynie wartość glikemii i dawkę insuliny. Pomogła też pompa insulinowa.

Córka i my dziś.

W sierpniu minie 13 lat naszego życia z cukrzycą. W międzyczasie wyniki potwierdziły celiakię i Haschimoto. Ciężko było dostosować dziecko do innej diety. Po kilku latach wiem już, które produkty jej smakują i tylko takie jej kupuję. Dziś kończy pierwszą klasę gimnazjum. Z dumą patrzę na młodą i inteligentną osobę. Pomimo wieku dojrzewania, burzy hormonów i trudności w okiełznaniu glikemii, radzimy sobie dobrze. Wiem, że wolałaby być zdrowa, ale nie uskarża się na swoje „słodkie” życie. My – rodzice nie chcemy, żeby choroba ją ograniczała, choć w wielu aspektach życia tak jest. Kiedyś na pewno się usamodzielni i „wyfrunie z gniazda”. Mam tylko nadzieję, że pokieruje swoim „słodkim życiem” rozsądnie i spełni swoje marzenia.

Dziękuję wszystkim rodzicom z forum Diabetica  za wszystkie lata wspólnych działań, za wsparcie i przyjaźń.